wtorek, 9 września 2014

Mała reklama nowych blogów XD

Zapraszam na mojego nowego bloga ----> www.nightrain-motorcycles-of-midnight.blogspot.com
No i innego, kompletnie nowej autorki, ale od prologu daje radę i wierzę, że kolejne rozdziały będą równie genialne :3
Tadam <3 ----> www.patience-story.blogspot.com
A tu pioseneczka na poprawę humoru :3

piątek, 1 sierpnia 2014

Liebster i tym podobne xD

Podziękowania dla Gunsowej za obie nominacje :D

VERSATILE BLOG AWARD

Dobra, teraz fakty...
Hm.... Co by tu napisać xD Coś być musi xD

1. Uwielbiam filmy fantastyczne
2. Moje ulubione zespoły to GN'R, Nirvana, Led Zeppelin, AC/DC, Aerosmith... tak typowo xD
3. Moje ulubione kolory to czarny i czerwony, ale innymi nie gardzę xD
4. Gram na gitarze
5. Nienawidzę homofobii
6. Marzycielka ze mnie xD
7. 1000000 pomysłów na sekundę xD

Nominacje do Versatile :
1. Ragana.
2. Hania
3. Stradlin 4ever
4. Czekoladowa
5. Shuuya
6. Chloem
7. Chelle
8. Miss Nothing
9. Ninde
10. Michelle Magda
11. Dash N' Bracket
12. Rocket Queen
13. Kinga Rose
14. Victoria Moore
15. Ola Gunses
ZASADY
1. Trzeba podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu.
2. Pokazać nagrodę Versatile Blogger Award.
3. Ujawnić siedem faktów o sobie.
4. Nominować 15 blogów.
5. Poinformować o fakcie nominowania autorów blogów

LIEBSTER BLOG AWARD

Pytania od Gunsowej :
1. W jakim najdziwniejszym miejscu ma tatuaż Steven Adler?
2. Jak nazywa sie najbardziej niesforny kot Slasha?
3. Tak na oko to ile waży Axl? XD
4. Jak powstało intro do piosenki Pretty Tied Up?
5. Jak brzmi twierdzenie Hetfielda?
6. Na jakim koncercie Duff dostał w łeb?
7. Jedyny członek Guns N' Roses, który oprócz Axla pamięta UYI Tour?
8. W teledysku do jakiej piosenki pojawia sie napis "Where's Izzy"?
9. Jak zginął Hillel Slovak?
10. Dlaczego Izzy nie lubi sie myć?
11. Dlaczego Ozzy na spotkaniu z wytwórnią odgryzł głowy dwóch gołębi? XD

Odpowiedzi:

1. Na tyłku xD nie wiem xD nie bijcie xD
2. Axl xD.
3. W sam raz (?!) xD Ale z Axlem to nigdy nic nie wiadomo XD.
4. Stworzył je Izzy Stradlin, intro jest grane na sitarze elektrycznym.
5. Że Axl jest debilem do kwadratu, co się równa głupocie Adlera do sześcianu pomnożone przez logarytm idiotyzmu byłego a zarazem obecnego perkusisty Mety xD.
6. Na koncercie w 1991 roku gdy jakiś debil rzucił w Duffa butelką po jakimś trunku.
7. Slash <3
8. Don't Cry.
9. Przedawkował heroinę.
10. Ma fobię?
11. Był pijany, miał je podobno wypuścić jako symbol pokoju, ale z racji procentów odgryzł im głowy.

Nominacje do Liebstera:
1. Ragana
2. Stradlin 4Ever
3. Chloem
4. Hania
5. Czekoladowa
6. Shuuya
7. Chelle
8. Kinga Rose
9.Ninde
10. Dash N' Bracket
11. Rocket Queen

Moje pytania do was :

1. Jaka bajkowa postać była na pierwszej, dziecięcej perkusji Kurta Cobaina?
2. Jaka była pierwsza gitara Slasha?
3. Dlaczego menedżer Led Zeppelin nie mógł być menedżerem Guns n' Roses?
4. Jak umarł Bon Scott?
5. Kto nadał Slashowi jego pseudonim?
6. Skąd wzięła się nazwa AC/DC?
7. Co oznacza nazwa "Megadeth"?
8. Dlaczego Izzy Stradlin zmienił imię? XD
9. Który zespół zagrał na polskim weselu i w jakich okolicznościach się to stało?
10. Co wydarzyło się na koncercie Aerosmith w 1978 roku?

11. Skąd pochodzi zespół AC/DC?
*********************************************************************************
A teraz przepraszam wszystkich, którzy otrzymali błędną informację o podwójnej nominacji, a dostali tylko jedną.. po prostu jakoś mi się nie myślało, gdy pisałam komentarze.
*********************************************************************************



















sobota, 14 czerwca 2014

Część 3 "Guns, Drugs and Rock and Roll"

No to mamy trzeci rozdział :) w końcu przestałam się lenić i napisałam :D miłej lektury :) od tego rozdziału rzadko będę zmieniać perspektywę, ale jednak :)
*********************************************************************************
Perspektywa Blanki
*********************************************************************************
     Staliśmy jak debile, a deszcz z chwili na chwilę sprawiał, że przemakałam coraz bardziej, i po chwili tylko ramoneska... a nie, w sumie spływały po niej potoki deszczówki. Spojrzałam na Adlera. Co tu robi ten debil? Moknąc, zastanawiałam się, czy polazł za mną sam, czy ktoś go wysłał. Po niezręcznej chwili Steven do mnie podszedł. Jego puchaty tapirek klapnął, co, wnioskując z miny, niezbyt go cieszyło, ale dał radę się do mnie uśmiechnąć, a nawet zaśmiać pod nosem.
-I co mała, lotnisko tuż-tuż?- zaśmiał się złośliwie.
-Tak, aż za bardzo mendo społeczna- odgryzłam się.
-I tak nie dasz rady nic załatwić, chodź z nami- rzucił.
-A może dam?
-Coś ty taka ostra?- spytał.
-Jeszcze nie jestem ostra, dopiero się nakręcam.
-Oooo.... mam się bać?- spytał.
-Tak- warknęłam.
Po kilku sekundach ciszy Adler objął mnie po przyjacielsku.
-No chodź, mała....- chciał powiedzieć, ale mu przerwałam:
-Jaka mała? Mam już 17 lat!- krzyknęłam.
-A ja 23, a poza tym mała, bo nie jesteś za wysoka- odparł.
-Menda- udałam focha, a tak naprawdę podobało mi się to droczenie z nim. Było nawet przyjemne. Po chwili złapałam się na tym, że uśmiecham się pod nosem, co natychmiastowo zmieniłam w spokojną i obojętną minę.
-Eeej, krzywdzisz mnie- zrobił minę jak zbity pies. Przytuliłam go po przyjacielsku, żeby sobie nic nie pomyślał.
-No, nieważne, pomożesz mi szukać lotniska?- spytałam.
-I tak nic nie załatwisz- rzucił- chodź do Hellhouse.
-Ale wiesz, nie chcę być ciężarem...- mruknęłam.
-A tam, ciężarem, będzie tylko większy burdel, chodź, i tak nic nie zdziałasz- pociągnął mnie lekko ze sobą.
-A dobra- rzuciłam- co ma być to będzie!
-No i dobrze, to jest postawa!- zaśmiał się, a po chwili zaczęliśmy się śmiać oboje jak debile.
     Gdy tak wracaliśmy do Hellhouse, śmialiśmy się tak, że oboje musieliśmy się podtrzymywać, żeby się nie wywalić. Ludzie patrzyli na nas jak na pijanych albo naćpanych, ewentualnie jedno i drugie. Gdy już byliśmy niedaleko szopy chłopaków, wpadliśmy na Slasha. Spojrzał na nas jak na pojebanych i rzucił:
-Cokolwiek braliście, podzielcie się bo widzę, że działa.
-Nic nie ćpaliśmy i nie piliśmy. Naturalna głupawka- odparłam pomiędzy salwami śmiechu.
-To wy jesteście ostro pojebani- odparł.
-A ty wcale nie lepszy jesteś- odparł Steven.
-Tak, na pewno- przeciągnął Saul.
     Weszliśmy do środka, gdzie na wpół rozwalonej kanapie w salonie leżał względnie najebany Axl trzymający w ręku Jacka Danielsa.
-Eeej, Wiewióra, podziel się- Steven wyrwał rudemu z ręki alkohol i zaczął pić.
-Nie bądź menda daj się napić- teraz to ja zajebałam butelkę Adlerowi.
-O, ktoś tu lubi na ostro- zaśmiał się pan Rose.
-A jak, przecież soczku pić nie będę, jak miałam 15 lat to pierwszy raz wódkę piłam, więc wiesz, 2 lata praktyki- rzuciłam po upiciu kilku łyków.
-No dobra, pojeby, robimy imprezę?- rzucił Slash.
-A po chuja, nie lepiej samemu się najebać? Ja moimi cennymi zapasami dzielić się nie będę- oburzył się Steven.
-Dobra, to ja zapierdalam do monopolowego- nagle podskoczyłam, bo połapałam się, zresztą jak chłopaki, że w pokoju jest nie kto inny jak Izzy.
-Kurwa!- wrzasnęłam- wystraszyłeś mnie!
-Sorry, czasami robię się taki, no, niewidzialny- odparł.
-Stradlin stary naucz mnie tego- powiedział pełen podziwu (?!) Axl.
-Haha, to nie takie łatwe, szczególnie w twoim 'trudnym' przypadku. Za głośny na to jesteś, sorry- odparł czarnowłosy.
     Nagle do salonu wpadł Duff. Dosłownie, bo wyglądał już na ostro wstawionego, bo jak tylko wstał, zaczął się zataczać i po kilku minutach legł na dywan. Chłopcy go olali, to był chyba dla nich normalny widok, a mnie to już nic nie było w stanie zdziwić, szczególnie po tym, co mi się przydarzyło w ostatnich dwóch dniach- trafiłam do Los Angeles, spotkałam piątkę zajebistych chłopaków, z którymi można pogadać o wszystkim, o ile oni sami są w stanie mówić. Życie to jednak pojebana sprawa.
     Po kilku godzinach w Hellhouse każdy był już względnie wstawiony i gdzieś sobie leżał, tylko Slash oświadczył, że idzie na dziwki, i Jack Danielsa zachowuje dla niej. Ja leżałam już ledwo co trzeźwa na blacie stołu, Duffa widziałam na schodach, Izzy albo znowu stał się niewidzialny, albo serio wyszedł, Steven to już w ogóle gdzieś się zapodział, w salonie leżał tylko Axl i słodko pocharpywał na dywanie, mrucząc coś i tuląc pustą butelkę Night Traina. Fajne z nich zjeby, pomyślałam, zasypiając. Ostatnią rzeczą, którą pomyślałam jeszcze przed snem było: "O kurwa, ale będzie kac, przecież ja z 3 butelki wypiłam".
     Następnego dnia moje obawy sprzed snu się przypuściły. A do tego ktoś na mnie leżał.

czwartek, 24 kwietnia 2014

Ogłoszenie !!!

Narazie znikam nie wiem jeszcze na ile, ale wiecie- nauka, trzeba poprawić zagrożenia z chemii, geografii i matmy ;-; też nie jestem specjalnie zadowolona, ale cóż- opierdalałam się pół roku to mam. Do tego dochodzą próbne testy. Chyba sobie strzelę w łeb ;-;
Na poprawę humoru- pan Stradlin <3 have a nice days without me <3

wtorek, 22 kwietnia 2014

Część 2 "Guns, Drugs and Rock and Roll"

     Obudziłam się w jakimś obskurnym, zresztą jak wszystko, co do tej pory widziałam w L.A, pokoju. Odrapane ściany, zbita szyba w oknie, na podłodze walały się pudełka, butelki po alkoholu, strzykawki po wiadomym, części damskiej bielizny... więc lokator, albo lokatorzy nie byli w 100% żulami, chociaż nie wiem, bo mogli dziewczyny porywać i gwałcić, albo dziewczyny same do nich przychodziły, co wykluczało stuprocentowe żulostwo mieszkańców, ale zaraz, moment... Żyłam! No, ale nie ciesz się debilko, nie wiesz, czy jesteś jeszcze dziewicą, pojechałam sobie w myślach. Nie wiesz nawet, czy cię czasem nie zapłodnili, jechałam po sobie dalej. Ale w końcu się ogarnęłam i pomyślałam : oj tam oj tam, co było a nie jest nie pisze się w rejestr. I tak zakończywszy wewnętrzny monolog, wstałam. W rogu pokoju obok stanika i pudełek po pizzy zauważyłam mój plecak. Po sprawdzeniu zawartości ze zdumieniem odkryłam, że nikt mnie nie okradł. Nawet z kasy, co mnie nieziemsko zdziwiło, no po prostu zrobiłam wielkie oczy i rozdziawiłam usta.
     No dobra laska, przyganiłam sobie w myślach. Zabierasz dupę w troki, bo ci tu ktoś zaraz może wparować i to niekoniecznie miły osobnik. Więc wzięłam plecak na plecy, i już podchodziłam do okna, gdy zauważyłam, że ktoś o niskim poziomie inteligencji wniósł mnie na piętro i nie miałam jak zwiać. Sprawę komplikował brak bluszczu na ścianie czy czegokolwiek chwytnego. No super, pomyślałam, to teraz sobie laska kombinuj.
     Jak najciszej mogłam, otworzyłam odrapane, ochlapane i ledwo trzymające się w zawiasach drzwi, które niemiłosiernie skrzypnęły, więc otwierałam je jak najwolniej mogłam, a gdy były na tyle szeroko otwarte, bym mogła się przecisnąć niezauważona, zrobiłam to. Brawo ninja, pochwaliłam siebie w myślach, niezła jesteś.
     Nikogo nie zauważywszy zaczęłam powoli schodzić po schodach, które z każdym moim krokiem skrzypiały, ale chyba na tyle cicho, żeby nikt nie usłyszał. Tyle wygrać, ucieszyłam się w duchu.
     Nagle niezauważywszy pewnej butelki po najpewniej jakimś alkoholu, wyrżnęłam o nią, i 2/3 drogi na dół miałam z głowy. Gdy leciałam krzyknęłam na głos:
-Kuuuuuuurwa!!!!!!.
Odpowiedział mi ktoś w oddali :
-Gdzie? Kiedy? Dlaczego tak drogo?- pytał jakiś męski głos.
     No to tyle z ninjy Blanka, pomyślałam. Ale chujnia, jak coś mi się udało, to coś musi mi to spierdolić. No odjebiście.
     Gdy spadłam z ostatniego schodka i nadal leżałam, pod schodami pojawił się rudy chudzielec z bandanką na głowie. Był ubrany w biały, luźny T-shirt z żółto-czarnym wizerunkiem Jezusa i napisem "Kill your idols" co na nasze znaczy "Sprzątnij swoich idoli". Fajna opcja, ale ja to nie Chapman, żeby swojego idola zabić. Miał na sobie obcisłe jeansy a na nogach białe adidasy za kostkę. No i do tego perfidnie się cieszył, menda jedna, ja go oduczę takiego zacieszu. Z całym wkurwieniem rzuciłam :
-I co się rudy niedojebańcu cieszysz?! Może to ty jeszcze perfidnie tą butelkę postawiłeś żebym się wyjebał?!- wrzasnęłam patrząc mu w te jego zielone patrzałki.
-Po pierwsze jestem Axl, po drugie... To nikt się jeszcze tak o Duffa butelkę efektownie nie wyjebał- zaśmiał się złośliwie, ale po chwili wyciągnął rękę- wstawaj, poznasz resztę ekipy- rzucił.
Skorzystałam z pomocy, ale na propozycję Axla odpowiedziałam :
-Kiedy nie mogę, muszę odkręcić to, że tu trafiłam- przeczyłam sama sobie, bo mi się tu podobało, ale chciałam wrócić do Tomka i wyjaśnić mu wszystko i zostać w Wawie. Ok, mogło mnie zgarnąć MO i w ogóle, ale tam miałam Tomka, do którego od paru lat czułam coś więcej, i chciałam wiedzieć czy on czuje to samo do mnie. Fakt był ode mnie staeszy o dwa lata, ale i tak lepiej się z nim dogadywałam niż z pseudo-dorosłum motłochem z mojego rocznika.
     Po chwili pod schodami zebrała się cała ekipa. Axl zaczął wszystkich przedstawiać. Chłopak z cylindrem i burzą czarnych kudłów to Slash, chłopak z czarnymi, prostymi włosami to Izzy, wysoki blondyn to Duff a drugi blondyn to Steven.
     Po chwili zadałam pytanie, które od minuty kotłowało mi się w głowie:
-Z którym straciłam cnotę?
-Z nikim, specjalnie cię na górę zaniosłem, bo chłopaki byli już tak wstawieni, że by cię zaruchali na śmierć, jakbym cię na dole zostawił, a tak to byłaś na górze i nikt się tam do ciebie nie dostał nawet na czworaka- rzucił dojrzale Slash.
-Aha, dzięki, ale muszę spadać- oznajmiłam.
-Serio? A jak się tu dostałaś?- spytał Izzy.
-No, babka przy kasie pomyliła bilety, a ja nie sprawdzając go zafundowałam sobie wypad do L.A i to w jedną stronę- w miarę mówienia uświadomiłam sobie, że nie mam kasy i wizy na powrót- i chyba tu utknęłam.
     Po tym jak to powiedziałam Duff się chyba uśmiechnął. Czyżby na mnie leciał? Nie no, raczej nie, na mnie?
-To co, zostajesz u nas?- spytał Duff.
-Raczej nie, lubię samodzielność, chociaż nie wiem, gdzie indziej mam się zatrzymać- rzuciłam- znajdę coś, cześć.
     Gdy wychodziłam, Izzy zapytał:
-A jak ty się w ogóle nazywasz?
-Blanka- rzuciłam, wychodząc. Od razu jak zobaczyłam tą zgraję chciałam jak najszybciej wyjść, żeby nie przywyknąć przez te kilkanaście minut do ich towarzystwa. No i to się chyba stało. A mniejsza z tym, zganiłam siebie w duchu, spadaj na lotnisko, tu nic dobrego cię nie spotka.
     Po kilku minutach odezwał się mój żołądek. No tak, wczoraj wyrzygałam swoją kolację na ich trawnik. Ależ ja kulturalna, nawet ich nie przeprosiłam. A lać to. Wracam do Polski.
     Wyjęłam paczkę chrupek StarFoods którą opędzlowałam w kilka minut. Mam nadzieję, że chociaż tego nie zwymiotuję, bo obok herlawych andrutów nie miałam nic. No, miałam jeszcze frugo, ale to nic, czym można się najeść, więc niezła chujnia.
     Zaczęłam krążyć po L.A w poszukiwaniu lotniska, z którego wczoraj wyszłam. Nie bardzo chciał mi się ukazać, ale dalej uparcie szukałam tego cholernego budunku. Znajdę cię cholero, pomyślałam, czy tego chcesz czy nie.
     Minęło kilka godzin, lotniska nadal nie znalazłam i do tego zaczęło padać. Kurwa mać, pomyślałam, moknąc, no po prostu super. Ale nie będę się chłopakom narzucać, nie ma mowy.
     Mijały minuty, a ja byłam już przemoczona do suchej nitki. Usiadłam pod kamiennym posągiem... Tadeusza Kościuszki?! No tak, pomagał w wojnie gdzieśtam w USA, niewiele pamiętałam, bo zasnęłam, jak historyczka opowiadała nam o nim. Bo to było takie ciekawe- milion dat, a mało opowiadania. Oczywiście za spanie na lekcji dostałam ochrzan od Paskowej, ale wtedy mnie to zbytnio nie ruszyło, teraz byłoby tak samo.
     Nawet nie zauważyłam, jak ulice zaczęły się wyludniać i po chwili na chodnikach pozostali tylko nieliczni, reszta zaszyła się w cieplutkich domach, by przeczekać deszcz, a morze nawet burzę. Mnie to waliło, bo lubiłam deszcze i burze. Jak byłam mała to tylko patrzałki w okno i nic się nie liczyło poza grzmocącymi złowrogo piorunami i bębniącymi w rytm piosenek z radia kropelkami deszczu.
     Całkowicie przemoczona dalej szukałam lotniska, które wczoraj rano opuściłam z taką radością.
     A mogłam zostać i tam wszystko odkręcić. I nie poznać chłopaków... No nic, chciałaś to masz mendo.
     Nagle zauważyłam kogoś, kogo widziałam już dzisiaj. Po dokładnym przyjrzeniu się rozpoznałam w nim Stevena.
     Czyżby mnie śledził?

Steven :
     Siedzieliśmy w Hellhouse i zastanawialiśmy się, czy Blanka do nas wróci. Niezła laska, nie powiem, te jej włosy, oczy i gust muzyczny, od razu miała plusa u mnie za Iron Maiden, ale to Duff się do niej ślinił, pojeb jeden. No, ale nie zaradzisz, ni chuja. Dlatego zostawiłem ją McKaganowi.
     Po kwadransie Duff wziął mnie na bok i zapytał:
-Boję się o Blankę. Mógłbyś jej poszukać?- rzucił na jednym wdechu.
-A czemu sam tego nie zrobisz?- zapytałem sceptycznie.
-Bo pomyśli sobie, że się w niej bujam czy coś- odpowiedział zmartwiony.
-A tak nie jest?- odpowiedziałem pytaniem.
-Może tak, co ci do tego?- warknął.
-Dobra, ogarnij dupę, i tak miałem do muzycznego iść- skłamałem, żeby sobie debil nie pomyślał, że może Stevena Adlera zastraszać.
     Gdy tak szłem, nieźle się rozpadało. A miałem taką ochotę na fajkę! Cholera jasna, szczęście mi nie sprzyja. Więc szłem tak przez L.A rozglądając się za zgubą, bo nie wierzyłem, że choćby wpadła na trop drogi na lotnisko.
     Padało coraz mocniej, i moje cudnie natapirowane rano włosy oklapły. Zabiję McKagana jak tylko go znajdę. No, ale teraz skupiłem się na poszukiwaniu Blanki, o którą się po cichu martwiłem. Faktycznie, ktoś mógł jej coś zrobić, ale chyba jest na tyle mądra, że da radę się obronić, pomyślałem.
     Chmury zagrzmociły złowrogo. Zajebiście, jeszcze burza, no naprawdę zrobię coś tej żyrafie jak ją dopadnę. Naprawdę.
     Ulice powoli się wyludniały, niebo stawało się coraz ciemniejsze, gdzieś tam błysnęła błyskawica.
     Nagle zauważyłem znajomy plecak turystyczny w odcieniu zgniłej zieleni i kasztanowe włosy. No świetnie, znalazłem ją. Co by jej tu powiedzieć? Zacząłem szukać w wyniszczanej narkotykami, alkoholem i fajkami głowie jakichś sensownych kwestii... Oczywiście, nie znalazłem.
     Odwróciła się i mnie zauważyła. Nie wiedziałem, jak zareaguje, więc stałem nieco sztywno i patrzyłem. Byłem ciekaw, co sobie myślała.